|
|
26 kwiecień 2012
|
| Jeśli jesteś samotna, pytają o narzeczonego.
Kiedy masz narzeczonego, pytają kiedy ślub.
Kiedy wychodzisz za mąż, pytają kiedy będą dzieci.
Kiedy już masz jedno, pytają kiedy braciszek.
Jeśli się rozwodzisz pytają dlaczego.
Jeśli próbujesz zacząć żyć na nowo pytają dlaczego tak szybko.
Ludziom nic nigdy nie będzie się podobać.
Jeżeli jesteś dumna z tego, kim jesteś i gówno Cię obchodzi co ludzie o Tobie myślą,
ripostuj, ponieważ możesz przeżyć swoje życie tylko raz :)
|
|
Komentarzy:
24
|
|
08 kwiecień 2012
|
|
Panowie w białych smokingach...wróć...w białych frakach...w białych, w każdym razie, wytwornych, wieczorowych okryciach wierzchnich, przechadzali się głównym holem hotelowym.
Dierżyli w rękach kieliszki z musującym płynem albo mieli ręcę nonszalancko w kieszeniach swoich białych, wytwornych okryć wierzchnich. Nie wszystkie stroje były białe, ale większość, dlatego rzecz ta wydaje się być warta podkreślenia. Panie w wieczorowych, długich sukniach.
Jedne ładne, inne brzydkie, tak panie jak i suknie, ale wszystkie pachnące Bogatym Facetem. Bogaty Facet to takie perfumy, których nie sprzedają w żadnej perfumerii świata. Albo ci się trafi/ą albo nie.
Sala bankietowa przygotowywana była od wczoraj. Sekcja restauracyjna postarała się i wszystko wyglądało naprawdę ładnie. Bardzo efektowne były szarfy, jakimi przewiązano krzesła. Przy każdym stole szarfy były innego koloru. Wyglądało imponująco. Tych estetycznych obserwacji dokonałam gapiąc się przez okno. Już nieco pózniej, kiedy znalazłam się na zewnątrz.
Zanim się tam jednak znalazłam, otworzyłam drzwi do sali bankietowej. Na widok faceta ubranego w smoking zamarłam na momenta potem, odruchowo, cofnęłam się. Natychmiast poczułam niewyobrażalny niesmak. Nie powinnam się była cofnąć. Ja powinnam była tam być, na tym przyjęciu. W długiej, eleganckiej sukni, pachnąca perfumami niedostepnymi w żadnej perfumerii świata, popijać szampanai konwersować. A nie głupio się cofać. Konwersować mogę w trzech językach, w tym w dwóch biegle. Po polsku i po hiszpańsku, czyli do wyboru, do koloru. Do tego dochodzi mozliwość konwersacji w j. angielskim, oczywiście jeżeli komuś nie przeszkadzałoby, gdyby z mojej strony owa konwersacja ograniczała się do: helloooooo, och yes? really? very nice, really lovly i buuuuuuuy.
Żeby zostać dobrze zrozumianą pragnę podkreślić, że nie pragnęłam całym swym jestestwem znaleść się na tym przyjęciu. Jedyne, czego chciałam, to MIEĆ WYBÓR. A ja go nie miałam. Życie jednak nie lubi próżni, dokonałam więc szybciutko innego wyboru, a mianowicie odkleiłam nos od szyby i zaniechałam poniżającego mnie w moich własnych oczach podglądania przez okno.
Mister Fred MacFred, czy Steward MacStweard przyjechał z wizytacją do jednego z setek hoteli, których to jest obrzydliwie bogatym właścicielem. Z tej okazji, dla włodarzy miasta oraz mniejscowych i okolicznych szych, zorganizowano party. Inaczej mówiąc, ogromne, niewyobrażalne dla zwykłego śmiertelnika pieniądze zgromadzono na jednej sali bankietowej.
Mister Fred MacFred, czy też Steward MacSteward, nie zaprosił mnie na party. Nic w tym dziwnego, że mnie nie zaprosił, bo nie zaprosił nikogo z obsługi sprzątajacej jego hotel. Braku zaproszenia nie należało traktować zbyt osobiście i tak tego wcale nie potraktowałam. Jedyne co mnie zdenerwowało, a z początku nawet przeraziło, to to, że się cofnęłam odruchowo. Prawidłowy odruch psa Pawłowa czy profesjonalnej pokojówki, jak kto woli. Kobiety w uniformie, która doskonale się orientuje, kiedy wejść, kiedy nie, ile razy zapukać, kiedy sie uśmiechąć, pozdrowić. Uśmiechnąć się do nastepnego. Następnego pozdrowić.
Życzy sobie pan/pani...ach ok, dziekuję, do widzenia. Naturalnie,oczywiście, jak pan sobie
życzy, ser. Yes, madam. of course.
Ja, w każdym razie, nie marzę by pachnieć Bogatym Facetem. Ani o tym, by być żoną Freda MacFreda, Stewarda Mac Stewarda czy innego Steve`a McQueena. Nie marzę też, by być czyjąkolwiek żoną. Natomiast, ewentualnie, mogłabym być żona fajnego faceta. To tak, jak najbardziej. I wystarczyłoby mi pachnieć moim ulubionym zapachem od Gucci. Ale tak naprawdę to i Gucci jest bez znaczenia. Mogłabym pachnieć lasem, latem, deszczem, słońcem, polnymi kwiatami, różami, wiatrem...byleby facet był fajny.
Kochani...z okazji Świąt i ogólnie...
Jeśli jesteśmy na balu, jakim jest życie...BO TO ŻYCIE TO BAL JEST NAD BALE...
bawmy się, radujmy się, tańczmy...NIECH ŻYJE BAL...DRUGI RAZ NIE ZAPROSZĄ NAS WCALE
A.N.
|
|
Komentarzy:
28
|
|
06 kwiecień 2012
|
| Dlaczego uderzam się w głowę łyżeczką do herbaty i kto ukradł mój internet ?
Jestem odrobinę przerażona...
po raz pierwszy od 2008 zwróciłam uwagę na innego faceta niż E...
Miało to miejsce kilka dni temu, kiedy wytoczyłam się z siłowni. Odkąd zgrałam na telefon moje ulubione muzyczne kawałki, mój trening wydłużył się w czasie i bywa...ostry, co powoduje, że się wytaczam a nie wychodzę.
Wytoczyłam się zatem...i wpadłam wprost na uśmiech tak szeroki, tak szczery przez co tak nieoczekiwany, ze stanęłam w miejscu jak wryta. Oduśmniechnęłam się jednak grzecznie, odhaczyłam w zeszycie i
powlekłam do córki. Córka o tej godzinie w zasadzie nie jest już zajęta. Siadam na zapleczu, piję wodę, ona zerka na sale, czy jacys klienci nam nie przeszkadzają swoja obecnością i gadamy.
Mówię jej:
- Na jakiego fajnego faceta wpadłam przed chwilą, mówię ci...Jaki miał fajny uśmiech...
- Tam koło siłowni? - pyta córka
- Uhmm
- Aaa...to Michael, własciciel firmy X. Oni tu będą wykonywać usługi dla hotelu - moja córka wie wszystko.
- Acha, ok - ja na to.
I tyle...
Wchodzi rzeczony Michael od drugiej strony baru. Ja na zapleczu siedzę, nie widać mnie, więc on nie wie, że tam jestem.
- To twoja mama podobno była - zwraca sie do mojej córki - ta blondynka, co z siłowni przed chwilą wyszła...
- Tak - odpowiada córka a ja ucho nadstawiam... -
Tu nastąpiło wymnienienie kilku taaakich komplementów, których nie powtórzę, bo sama sobie słodzić nie będę. Do niczego mi to nie potrzebne. W każdym razie, nie powiem, miło mi było tego słuchac. A nawet bardzo, bo i ja na niego zwróciłam przecież uwagę. Potem się szybciutko zreflektowałam i stuknęłam się w głowę trzy razy łyżeczką do herbaty. Jakiś porzadek musi być! Co to za jakieś migdalenie się i nadsłuchiwanie...Raz dwa przywołałam się do porządku.
Ale wczoraj znowu na niego wpadłam wychodząc z siłowni. I znowu skrzyżowalismy nasze spojrzenia na, zdecydowanie, za długo. I ten mój angielski...zajefajny...eee...yyy...eee...
I dzisiaj znowu na siebie wpadliśmy, zanim z pracy wyszłam...
Tak, że na siłownię dzisiaj nie idę, bo zakaz mam. Sama go sobie dałam bo niby kto mi go miał dać...ksiądz kanonik? W pokoju zostaję, i bicze pokutne sobie zapodam zamiast codziennej bieżni...
Tylko nie pytajcie, za co te bicze, bo sama konkretnie nie wiem...Chyba tak na wszelki
wypadek.
Bo ja...z tych wiernych jestem.
Aktalnie...odrobinę przerażona.
..........................
Wolne dzisiaj, pierwszy raz od powrotu z Majorki, dwa wolne dni...Ależ jestem zmęczona.
Odkąd nasza manager wróciła z urlopu, fruwamy wszyscy na wysokości lamperii. Czasami nawet odpuszczam moją siłownię, gdyż przez 8-10 godzin dziennie mam taki aerobik, że spokojnie wystarcza do zrealizowania mojego planu: "Bądz piękna latem".
Jeden z efektów, który już do tej pory uzyskałam jest taki, że moje eleganckie, czarne spodnie do pracy powoli zsuwają mi się z bioder, czyli z moejsca, gdzie jeszcze niedawno mi się opinały...Absolutnie nie jestem zwolenniczką kobiet bez bioder, żeby było jasne, ale jestem za to zwolenniczką kobiet bez brzucha.
Spędziłam wczorajszy wolny dzień u córki. Żeby naładować telefon i komputer potrzebuję przełącznika z polskiej wtyczki na angielski kontakt. Aktualnie miała go moja córka, więc zabrałam ze sobą laptop, żeby go u niej naładować. Nie udało mi się, bo kabel zostawiłam u siebie. No cóż, trudno, zdarza się...Schowałam za to przełącznik od razu do torebki, bo,
jak widać, skleroza nie boli. Jestem już u siebie, laptopik elegancko się ładuje, ale z internetu do jutra nie skorzystam, bo tym razem kabel z tym czymś do internetu zostawiłam ucórki.
Cholera, jak to się stało...i kiedy?
I dopiero teraz, myślę, mam prawdziwy powód, by być sobą odrobinę przerażona.
.................................................................
Jest gorzej, niż myślałam.
Mojego Internetu nie ma u córki. Mówi, że przeszukała wszystko, i że na pewno mam go w torebce. I żebym sprawdziła.
Kurcze sprawdzałam przecież. Sprawdzę raz jeszcze.
Nie ma.
Nie ma mojego internetu. Jak kamień w wodę.
Ale ja mam pewne podejrzenia. Otóż podejrzewam, ze moj internet ukradla Maria. Kiedy córka z narzeczonym pojechali do pracy, ja zostałam sama u nich w domu. Maria wyprowadziła się jużjakiś tydzień temu. Nagle zachrobotał klucz w zamku i...To byla ona. Po kanapę, mówi, przyjechała wraz z jakąś firmą przewozową. Siedziałam właśnie na tej kanapie, ale grzecznie cztery litery podniosłam, rzeczy pozbierałam, poskładałam, poduszki ozdobne do sypialni córki wyniosłam, wrzuciłam do torebki co moje, powiedziałam "ciao" i wyszłam.
Bo nie lubię i już.
W autobusie sen mnie taki ogarnął, głowa mi się kiwała i myślałam:
"obym tylko kabelek do internetu spakowala...bo jak tam zostanie to ta baba jest w stanie złośliwie mi go wyrzucić. "
No i proszę, masz babo placek. Nie ma mojego kabelka. Przewróciłam torebkę do góry nogami, wysypałam wszystko - nie ma.
Kradzież internetu w dzisiejszych czasach jest zjawiskiem powszechnym, ja wiem. Nikt się jakoś specjalnie nie buntuje i nie oburza. Ten rodzaj kradzieży zwany jest podkradaniem, tak, ale mnie obrabowano, puszczono w skarpetkach, zostawiono z niczym czyli zbrano mi dostęp, pozbawiono
zródła. Uziemiono...
Gdyby tu była moja mama, powiedziałaby z przekąsem:
- A w lodówce sprawdzałaś?
Idę się przespać.
Zdenerwowałam się.
A.N. |
|
Komentarzy:
1
|
|
Nie pytajcie dlaczego...
05 kwiecień 2012
|
Postanowilam dać ci szansę...
dam ci szansę szybowania w przestworzach
rozpostarcia rąk, wyciągniecia szyi, uniesienia glowy
nie wierzysz, ze moge sprawic, ze bedziesz latal...?
wiem, ze nie wierzysz, ale ja naprawde moge...
pojedz ze mna w gory
albo lepiej
juz tam sie spotkajmy
czekaj na mnie na szczycie najwyzszej
stan blisko krawedzi, zamknij oczy, rozluznij miesnie
.....
dlaczego spadasz jak worek kartofli...?
nie chcesz rozlozyc rak szeroko, wyciagnac szyi i uniesc glowy?
daje ci szanse szybowania w przestworzach
i potwierdzenia tego, co zawsze o sobie mowiles
ze jestes lepszy od innych...
dlaczego wiec lecisz w dol jak kupa gowna?
ze spojrzeniem zdziwionego czlowieka...
ktory cale zycie mowil
ze jest nadczlowiekiem
ze umie latac
los jednak nigdy nie dal mu szansy
a ja utrudnialam
no to...
mam nadzieje, ze tym razem pomoglam
blekitnooki kociaczku, misiaczku
czy jak cie tam zwa
lec...
a ja popatrze...
potem spokojnie wroce do Mojego Domu
szczesliwa
ze pomoglam
wszytkim
bez wyjatku
........................................................................................
Łabędzi śpiew
Nie wiem czemu sie tak stalo, nie pamietam czy bolalo
stalo sie, jak sie w zyciu dzieje wiele rzeczy.
Sensu nie ma najmniejszego, pytac siebie wciaz: dlaczego
takie zycie, szara rzeczywistosc skrzeczy.
"Patrzysz w niebo, widzisz ksiezyc i lecacy klucz labedzi"
tak mi spiewal i wciaz brzmia mi tej piosenki słowa.
Nigdy sie nie zastanawialam, jak patrzylam, ze widzialam
tylko ksiezyc, zadnych ptakow dookola.
Wielu ludzi mi mowilo, ze labedzi tam nie bylo
i ze klamie, gdy spiewa o kluczu lecacym...
Ale ja go tak kochalam, ze labedzie te widzialam
na niebie, przy ksiezycu swiecacym.
Ludzi tych, co to mowili, nie ma przy mnie juz w tej chwili
coz, kazdy ma przeciez wlasne zycie.
Ja do dzisiaj nie przestalam wypatrywac, lecz zmadzrzalam,
ptakow wypatruje o swicie.
Wiem juz, czemu tak sie stalo, pamietam - potwornie bolalo
ale dzisiaj to juz nie ma nic do rzeczy.
Dookola mnostwo mew a ja slysze labedzi spiew
takie zycie, szara rzeczywistosc skrzeczy.
A.N.
|
|
Komentarzy:
2
|
|
Jak w 5 min, nie ruszajac sie z domu, bezsensownie zupelnie, stracic kilkaset euro...
03 kwiecień 2012
|
Aby uzyskac co powyzej, nalezy:
Po pierwsze - oczekiwac w najblizszych dniach wplywu kilkuset euro na konto.
Po drugie - miec zagwarantowany dostep do tej kasy wylacznie po zlozeniu dnia 3.04 podpisu elektronicznego, wylacznie z terenu Hiszpanii.
Po trzecie - miec zaufana osobe na terenie Hiszpanii, ktora w naszym imieniu podejmie sie zlozenia podpisu elektronicznego.
Po czwarte - wyrazic zgode na zmiane hasla, poniewaz to, ktore do tej pory "wchodzilo", nie "wchodzi"
I juz...
to wszystko...nic wiecej nie nalezy robic.
Kilkaset euro, w 5 min, poszlo sie ....
Dlaczego to takie latwe? A dlatego, ze po zmianie hasla przychodzi informacja, ze... operacja przeprowadzona z sukcesem a nowe haslo przyjdzie do nas "droga wlasciwa dla danego regionu autonomicznego"
Ktos wie, co to za droga?
Poczta elektroniczna?
Nie...nic nie przyszlo, chociaz ci, ktorzy mi te kase mieli przyslac, maja moj adres email, bo go ode mnie wymagali przy zalatwianiu formalnosci. Wiec na co on im? A powiedzialabym na co, ale sie rozumie samo przez sie, ze na g....
Poczta zwykla? Listem znaczy sie? Za tydzien? Dwa? To super fajnie...bo ja podpisac sie musze dzisiaj...taki wymog
nie ma gorszej ...wsrod ludzi... od pieniadza...
A moze golebiem pocztowym? Przez prysznic? Poslanca przysla?
Calutka kasa przeznaczona byla dla moich dzieci. Co do centa...
Rozbolo mnie serce. Autentycznie.
A.N.
Jak nie ruszajac sie z domu, sensownie tym razem, odzyskac stracone w 5 min kilkaset euro...
A mowia, ze Polak i Wegier to dwa bratanki...czy ja wiem...
uffff....
udalo sie...
nie moge w to uwierzyc...
bedzie na lekcje angielskiego, nowe buty, kino...
moje skarby tego swiata dostana wszystko, co zaplanowalam w tym miesiacu...
co za ulga...
|
|
Komentarzy:
18
|
|

DOPÓKI WALCZYSZ, JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ...
-św.Augustyn
Notki podpisane A.N. są mojego autorstwa.
Bez mojej zgody nie zezwalam na ich kopiowanie.
Podstawa prawna:
Dz.U.z 1994 nr 24, poz. 83,
sprostowanie: Dz.U.z 1994 nr 43.
Oto ludzie wędrują, aby podziwiać szczyty gór, spiętrzone fale morza, szerko rozlane rzeki, ocean otaczający ziemię, obroty gwiazd.
A siebie samych omijają, siebie nie podziwiają..
.- św.Augustyn
(...) nie ma gorszej żądzy wśród ludzi od pieniądza:
on i miasta burzy i ludzi z własnych domów wypędza.
On bałamuci umysły ludzkie i popycha w stronę haniebnych czynów. Ludziom wskazał podstęp i oszustwo
[ Sofokles Antygona ]
Żyj życiem, dając innym żyć. Spokojni są panami życia. Słyszą, widzą i milczą. Śpią dobrze, bo się nie szamoczą. Żyją długo, albowiem kultywują spokój wewnętrzny.
Mają wszystko co trzeba, bo nie zabiegają o rzeczy zbędne lub cudze. Zachowują serce spokojne, bo nie przejmują się niczym.
[ Baltasar Gracian y Morales ]
Nie gadaj tyle. Nie mów bez końca, co myślisz,
co uważasz, co twierdzisz, co
chciałbyś, coś już zrobił, jakie masz plany, zamiary,
nadzieje, perspektywy, szanse,
z czym się nie zgadzasz, czemu się sprzeciwiasz,
czego nie chcesz, przeciwko czemu
protestujesz - w ciągłej obawie, że ktoś może
nie wiedzieć o tobie czegoś bardzo
ważnego, w ciągłej obawie, że inni mogą cię
przesłonić. Nie mów tyle.
Zamilcz, bo będziesz jak pusty plac targowy,
po którym wiatr rozrzuca śmieci.
Uspokój się, żebyś mógł odnaleźć siebie.
(ks. Maliński)
Nie zatrzymujmy nieprzyjaźni względem kogokolwiek w naszych sercach, bo gdy w sercu zbierze się dużo nienawiści, ono niszczeje.
— św. Augustyn
Nawet jeśli czasem trochę się skarżę - mówiło serce - to tylko dlatego, że jestem sercem ludzkim, a one są właśnie takie. Obawiają się sięgnąć po swoje najwyższe marzenia, ponieważ wydaje im się że nie są ich godne, albo że nigdy im się to nie uda. My, serca, umieramy na samą myśl o miłościach, które przepadły na zawsze, o chwilach, które mogły być piękne, a nie były, o skarbach, które mogły być odkryte, ale pozostają na zawsze niewidoczne pod piaskiem. Gdy tak się dzieje, zawsze na koniec cierpimy straszliwe męki.
— Paulo Coelho
Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka
nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś,
jak potrafimy być nimi jutro?
Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia.
Wyjdź mu naprzeciw.
— Phil Bosmans
Zawsze trzeba podejmować ryzyko. Tylko wtedy uda nam się pojąć, jak wielkim cudem jest życie, gdy będziemy gotowi przyjąć niespodzianki, jakie niesie nam los.
Bowiem każdego dnia wraz z dobrodziejstwami słońca Bóg obdarza nas chwilą, która jest w stanie zmienić to wszystko, co jest przyczyną naszych nieszczęść. I każdego dnia udajemy, że nie dostrzegamy tej chwili, że ona wcale nie istnieje. Wmawiamy sobie z uporem, że dzień dzisiejszy podobny jest do wczorajszego i do tego, co ma dopiero nadejść. Ale człowiek uważny na dzień, w którym żyje, bez trudu odkrywa magiczną chwilę. Może być ona ukryta w tej porannej porze, kiedy przekręcamy klucz w zamku, w przestrzeni ciszy, która zapada po wieczerzy, w tysiącach i jednej rzeczy, które wydaja się nam takie same. Ten moment istnieje naprawdę, to chwila, w której spływa na nas cała siła gwiazd i pozwala nam czynić cuda. Tylko niekiedy szczęście bywa darem, najczęściej trzeba o nie walczyć. Magiczna chwila dnia pomaga nam dokonywać zmian, sprawia, iż ruszamy na poszukiwanie naszych marzeń. I choć przyjdzie nam cierpieć, choć pojawią się trudności, to wszystko jest jednak ulotne i nie pozostawi po sobie śladu, a z czasem będziemy mogli spojrzeć wstecz z dumą i wiarą w nas samych.
Biada temu, kto nie podjął ryzyka. Co prawda nie zazna nigdy smaku rozczarowań i utraconych złudzeń, nie będzie cierpiał jak ci, którzy pragną spełnić swoje marzenia, ale kiedy spojrzy za siebie – bowiem zawsze dogania nas przeszłość – usłyszy głos własnego sumienia: „A co uczyniłeś z cudami, którymi Pan Bóg obsiał dni twoje? Co uczyniłeś z talentem, który powierzył ci Mistrz? Zakopałeś te dary głęboko w ziemi, gdyż bałeś się je utracić. I teraz została ci jedynie pewność, że zmarnowałeś własne życie.”
Biada temu, kto usłyszy te słowa. Bo uwierzył w cuda, dopiero gdy magiczne chwile życia odeszły na zawsze.
— Paulo Coelho
Nawet jeśli
w procesie dążenia
do osiągnięcia kolejnego poziomu dokonań
upadniemy
na twarz,
to będziemy pewni,
że upadliśmy
do przodu,
zbliżając się
do celu
o co najmniej półtora metra.
- Larry DiAngi
Nadejdzie czas, gdy uznasz,
że wszystko skończone.
I to będzie początek.
Louis L'Amour
Bolesny jest poród człowieka, zwłaszcza gdy rodzi siebie sam w wieku dorosłym.
-Stanisław Jerzy Lec
[Ludzie] Są głupi, a nie źli [...]. Głupi. To nie to samo. Zło zakłada jakąś moralną determinację, jakiś zamiar i pewną myśl. A głupiec nie pomyśli ani się nie zastanowi. Działa instynktownie, jak zwierzę, przekonany, że robi dobrze, że zawsze ma rację; dumny, że przypierdala, za przeproszeniem, każdemu, kto widzi mu się inny od niego samego [...].
--Cien wiatru
|